Paulina Ilnicka, skrzydłowa KPR-u Kobierzyce:
Cieszę się, że trenerka dała mi szansę, że dostałam te minuty na boisku. Bardzo to doceniam i motywuje mnie to do dalszej ciężkiej pracy po treningach. Po tym meczu jest spory niedosyt, wiadomo, ze wygrana z Mistrzem Polski to nie byle co, a duży prestiż. Myślę, że gdzieś w tych ostatnich minutach czegoś zabrakło. Szkoda, że nie przechyliłyśmy tej szali na swoją stronę, miałyśmy kilka szans. Nie zwieszamy głów i będziemy walczyć dalej. Postawiłyśmy się Perle, to spotkanie dowodzi, że potrafimy grać z najlepszymi i mam nadzieję, że już w następnych rundach ten wynik będzie na naszą korzyść.

Aleksandra Kucharska, rozgrywająca KPR-u i MVP spotkania:
Bardzo szkoda tego meczu. W końcówce popełniłyśmy kilka prostych błędów, szkoda szczególnie tego, kiedy grałyśmy w przewadze. Uważam, że to był super mecz, zwłaszcza, że w Elblągu zagrałyśmy praktycznie nic. Dzisiaj było dobrze. Nie mogłyśmy początkowo znaleźć akcji i rytmu. Jak już coś wpadło raz, drugi, uwierzyłyśmy, że możemy wygrać i się wyrównało. Było nam to spotkanie potrzebne, bo wiadomo, że mamy możliwości i potencjał, ale trochę słabo to wykorzystujemy.

Aneta Łabuda, skrzydłowa MKS-u Perły Lublin:
Wszystkim nas się dzisiaj trudno grało, bo tutaj się po prostu trudno gra. Kobierzyce to waleczny zespół, więc cieszymy się, że to ostatecznie my wygrałyśmy. Nieważne, czy było ciężko, czy nie, ciągniemy ten wózek dalej. Pod koniec spotkania było gorąco, chyba niepotrzebnie, bo to były nasze proste błędy. Gdzieś tam oddałyśmy rywalkom piłkę, one poszły z kontrą, ale z drugiej strony one też te błędy popełniały, więc ostatecznie była to po prostu jedna wielka wojna nerwów. W takich meczach jest to chyba niewykluczone, bo każdy bardzo chce. Teraz przed nami „Święta wojna”, gramy u siebie i w zasadzie każdy mecz, nasze zmęczenie nie ma znaczenia. Wychodzimy, będziemy walczyć. Plan 'A’ na pierwszą rundę to siedem zwycięstw.

Sylwia Matuszczyk, obrotowa MKS-u Perły Lublin:
Sam wynik pokazuje, że to był bardzo ciężki mecz, wygrałyśmy jedną bramką. Zespół z Kobierzyc pokazał się naprawdę z bardzo dobrej strony, więc myślę, że urwą jeszcze niejeden punkt lepszym zespołom i życzę im powodzenia. Niestety mecze co trzy dni, wyjazdy, loty, do tego jeszcze liga plus kontuzje, wszystko to wiąże się z ogromnym wysiłkiem fizycznym. Jakoś sobie z tym radzimy i mam nadzieję, że tak zostanie aż do końca, że im nas mniej, tym będziemy grały jeszcze lepiej. W tej drugiej połowie gdzieś tam nie rzuciłyśmy kilku stuprocentowych sytuacji, które powinnyśmy wykorzystać, więc gdzieś te wynik topniał i wkradło się troszkę nerwowości. Cieszę się, że wytrzymałyśmy psychicznie i te trzy punkty lądują na naszym koncie. Pamiętam, że w pierwszym sezonie też wygrałyśmy tutaj tylko jedną bramką, a na koniec zdobyłyśmy potrójną koronę. Mam nadzieję, że to dobry prognostyk.