O aktualnej formie, pozycji wicelidera i handballowych Walentynkach rozmawiamy ze skrzydłową KPR-u Gminy Kobierzyce, Natalią Janas.

Zespół z Koszalina przyjechał na niedzielny mecz podbudowany zwycięstwem z Piotrcovią. Obawiałyście się tego spotkania?
Myślę, że każde spotkanie to w tym sezonie, ale nie tylko, niewiadoma. Ważne, żeby do każdego pojedynku się przygotować, zrobić analizę drużyny i jej stylu gry. Potem te informacje trzeba jeszcze wykorzystać na boisku. Moim zdaniem dobrze udało nam się znaleźć i wykorzystać słabsze punkty Młynów Stoisław Koszalina, dlatego to my cieszyłyśmy się z trzech punktów.

Ty skończyłaś mecz z dorobkiem sześciu trafień. Jak z Twojej perspektywy wyglądał ten pojedynek?
Pierwsza połowa była bardzo chaotyczna. Popełniłyśmy dużo błędów, ale mimo tego udawało nam się utrzymywać bezpieczny wynik. Kiedy wyszłyśmy z szatni i udało nam się odskoczyć na kilka trafień, ten mecz wydawał się spokojny. Miałam wrażenie, że koszalinianki troche odpuściły, a my wciąż chciałyśmy zdobywać bramki i to nam się udawało. To po tych ostatnich nerwowych końcówkach była miła odmiana.

Na półmetku sezonu jesteście wiceliderkami, ale do Zagłębia tracicie zaledwie trzy punkty. Był czas na świętowanie tego wyniku?
Nie, w trakcie sezonu nie ma w ogóle czasu na świętowanie tych małych sukcesów. Pomiędzy meczami jest zbyt mało przerw, a najważniejsze, żeby przygotować się do kolejnego i nie stracić koncentracji. Mimo tego każda z nas cieszy się, że widać efekty naszej pracy, że ona nie idze na marne. Zerkamy czasami na tabelę i ten widok na pewno cieszy. Na prawdziwą radość, mam nadzieję, przyjdzie czas na koniec sezonu i zrobimy wszystko, żeby utrzymać pozycję wicelidera, a może nawet zakończyć ligę jeszcze wyżej.

Jakie plusy i minusy dostrzegasz, jeśli chodzi o Kobierki?
Naszą największą siłą jest zespołowość, to że naprawdę stanowimy drużynę. Nie tylko na boisku. Każda daje z siebie wszystko i jeśli ktoś jest w słabszej dyspozycji, to wiadomo, że inna osoba weźmie na siebie więcej. Pracujemy ciężko na treningach i to, mam nadzieję, widać na boisku. O słabszych stronach możemy porozmawiać po sezonie, żeby nikt nie chciał ich teraz wykorzystać.

Jeśli chodzi o Ciebie – 65 zdobytych bramek i 4. pozycja w klasyfikacji strzelczyń. Jesteś zadowolona z tego wyniku? Co jeszcze chciałabyś w swojej grze udoskonalić?
Tak, bardzo cieszę się z mojej aktualnej formy. Chciałabym ją utrzymać do końca sezonu. Wiadomo, że zawsze są jakieś element do poprawy i myślę, że w moim wypadku, dobrze byłoby popracować jeszcze nad skutecznością rzutową.

Jak w ogóle zaczęła się Twoja przygoda z piłką ręczną?
Zaczynałam w Jeleniej Górze. Od dzieciaka sport był u mnie numerem jeden. W podstawówce, chyba w trzeciej klasie, dowiedziałam się o dodatkowych zajęciach sportowych. Wtedy jeszcze nie byłam świadoma, że chodzi o piłkę ręczną, ale hasło “sport” mnie przyciągnęło. Spodobała mi się taka forma aktywności i rywalizacji, i tak mam do teraz.

Droga do Kobierek nie była chyba zbyt łatwa, bo zaczęła się od walki o poprzedni klub – Pogoń Szczecin.
To prawda. Z Jeleniej Góry trafiłam do Pogoni. Klub w pewnym momencie przestał istnieć, mimo naszej walki o niego. Nie było mi łatwo, ale cieszę się, że na mojej drodze pojawiły się wtedy Kobierzyce.

To już rok, odkąd koronawirus jest z nami. Jak odnajdujesz się w tej pandemicznej rzeczywistości? Mam na myśli badania, przekładanie spotkań, brak Kibiców na halach.
Trudne to są czasy, czego nie można ukrywać. Trzeba sobie z tym wszystkim radzić.  Wiadomo, że niewygodne są dla nas zmiany terminów meczów, częstsze badania, ale przez ten rok dało się mniej więcej przyzwyczaić. Mam nadzieję, że już niedługo wrócimy do normalności. Jeśli chodzi o Kibiców, to jasne, że odczuwamy ich brak na trybunach. Wiem jednak, że to wsparcie płynie też sprzed ekranów, co widać w komenatrzach na portalach społecznościowych. Jesteśmy bardzo wdzięczne  i cieszymy się, że wciąż są z nami.

Przed Wami teraz starcie z Ruchem Chorzów. Tabela wskazuje, że nie powinnyście mieć problemów, ale jest to przeciwnik, z którym nie gra się łatwo.
Wiele osób powtarza, że w lidze nie ma łatwych przeciwników i ja się z tym zupełnie zgadzam. Tak jak wcześniej powiedziałam – każde spotkanie to niewiadoma. Musimy skupić się na sobie, własnej grze i dać na boisku sto procent.

Ten mecz odbędzie się w Walentynki – wspominasz któreś szczególnie miłe, a może jakieś zapadły Ci w pamięć jako wyjątkowo nieudane?
W tym dniu najważniejszy jest mecz. A jeśli uda się wygrać, to świętować będzie można i zwycięstwo, i dzień zakochanych. Mam nadzieję, że to będzie nasz prezent dla Kibiców. Żadnych przykrych sytuacji nie pamiętam, a jeśli chodzi o te fajniejsze, to na pewno najmilej wspominam karteczki podrzucane sobie najwazjem w podstawówce.

Wcześniej jeszcze czeka nas Tłusty Czwartek. Świętujesz?
Nie ukrywam, że lubię jeść, dlatego na pewno skuszę się na jakiegoś pączka. Z ogromną przyjemnością nawet.