Patrycja Kozioł do kadry Polski wróciła po długiej nieobecności. Podczas niedawnych eliminacji do MŚ U20  była podstawową zawodniczką reprezentacji. Nasza skrzydłowa opowiada o wywalczeniu awansu na mundial, grze z Orzełkiem na piersi i aktualnej formie.

Właśnie wróciłaś z Czarnogóry, gdzie wraz z młodzieżową reprezentacją  wywalczyłyście awans na przyszłoroczne MŚ. Długo świętowałyście ten sukces?
Na świętowanie awansu miałyśmy tak naprawdę dwa dni przed wylotem do domu. To bardzo mało, aby w pełni nacieszyć się tak ogromnym sukcesem. Wykorzystałyśmy go jak tylko mogłyśmy. Miejmy nadzieję, że po występie na mistrzostwach również będziemy miały taką okazję.

Te dwa zwycięstwa, z Czarnogórkami i Włoszkami, były pewne. Jesteście zadowolone z tego, jak się prezentowałyście czy to, mimo wszystko, była okazja do wyłapania elementów do poprawy?
W czasie zgrupowania miałyśmy pewne obawy przed meczami. Zastanawialiśmy się, jak nasza gra będzie wyglądała i miałyśmy z tyłu głowy fakt, że jeżeli przegramy jakikolwiek mecz,  będzie nam ciężko o awans. Analizowałyśmy przeciwniczki pod każdym względem – jakie zagrywki grają, jaki styl prezentują w obronie, które zawodniczki są tymi wiodącymi, jakie mają atuty i na każdym kroku próbowałyśmy zneutralizować ich mocne punkty. W tych eliminacjach nic nie było pewne, każdy chciał wyszarpać awans. Można być dobrze przygotowanym mentalnie do spotkań, ale to właśnie boisko wszystko weryfikuje. Na szczęście dobrze zaczęłyśmy mecze, narzuciłyśmy swój styl gry. To pozwoliło nam ograniczyć własne błędy do minimum, grałyśmy twardo w obronie, dzięki czemu zdobywałyśmy łatwe bramki. W szybki sposób odskoczyłyśmy i mogłyśmy grać z czystą głową. Wiadomo, błędy się zdarzają, jest jeszcze kilka elementów do poprawy przed mistrzostwami, na których na pewno skupimy się na zgrupowaniach. Będziemy analizować spotkania, ale uważam, że jesteśmy na dobrej drodze, aby sprawić niespodziankę.

Czym się różni granie na arenie międzynarodowej od rywalizacji na krajowym podwórku?
Są to przede wszystkim inne emocje, które towarzyszą nam podczas meczów. W lidze sezon trwa długo, przeciwnicy znają się bardzo dobrze i trzeba pracować nad naprawdę malutkimi szczegółami, które przyniosą zwycięstwo. W reprezentacji gra się o większą stawkę, każda impreza jest na wagę złota. Wszyscy chcą pojechać na mistrzostwa Europy czy mundial. Usłyszeć na takich imprezach hymn własnego kraju to spełnienie marzeń dla każdego sportowca. Za każdym razem, gdy słyszę Mazurka Dąbrowskiego, to odczuwam ciarki na całym ciele.

W tym sezonie jesteś pewnym punktem nie tylko kadry, ale też Kobierek. Jak oceniłabyś swoją formę? Nad którymi fragmentami gry chcesz jeszcze pracować?
Uważam, że jestem dobrze przygotowana do sezonu, dzięki temu dostaje więcej minut na parkiecie. W efekcie  więcej się rozwijam i zdobywam doświadczenie, które w przyszłości zaowocuje. Najważniejszym elementem do poprawy jest dla mnie obrona, chcę lepiej przewidywać akcje i korygować ustawienie.

Pochodzisz z Kobierzyc, jesteś wychowanką KPR-u. Czy to, że z trybun obserwują cię nie tylko zwykli kibice, ale też rodzina i przyjaciele, daje jakąś dodatkową motywację?
Świadomość, że na trybunach siedzi moja mama i z dumą patrzy na moją grę, tylko dodatkowo mnie motywuje. Poza tym nie ukrywam, że to też czasami dodatkowy stres, ale atmosfera w naszej hali jest świetna.

Które spotkanie w tym sezonie było dla Ciebie najtrudniejsze?
Myślę, że domowy mecz z MKS-em Piotrcovią Piotrków Tryb. Na boisku pojawiłam się już na początku spotkania i grałam do końca. To była dla mnie nowość i spora odpowiedzialność. Mimo przegranej cieszę się, że udało mi się pokazać z dobrej strony i zgarnąć wyróżnienie.

W Kobierkach tworzysz duet z Natalią Janas. Jak wygląda rywalizacja o pozycję?
Na treningu zawsze sobie pomagamy, korygujemy ustawienia w obronie, podpowiadamy przy rzutach. Jesteśmy dla siebie podporą, częścią jednej drużyny, wspólnie walczymy o wygraną. Wiadomo, że przychodzi taki moment, kiedy trzeba powalczyć o siebie.

Przerwę w rozgrywkach ligowych spędzicie na trzeciej pozycji w tabeli. Za wami pięć porażek i sześć zwycięstw – to zadowalający wynik?
Każdy chciałby być jak wyżej w tabeli, ale trzecie miejsce to bardzo dobry wynik. Przed nami jeszcze sporo meczów i to ważne, aby nie tracić punktów. Staramy się zniwelować słabsze końcówki, żeby w naszą grę nie wkradał się chaos. Czasami potrzebujemy po prostu więcej luzu.

Będziecie drużynowo kibicować dziewczynom, a w szczególności Basi na mistrzostwach?
Jasne! Będziemy trzymać za dziewczyny kciuki, aby pokazały się z jak najlepszej strony i wygrały, jak najwięcej spotkań. Basi życzymy wielu minut na parkiecie i samych udanych interwencji.

Rozmawiała Marta Trzeciakiewicz