O emocjonujących derbach, walce w końcówce sezonu i o tym, z kim w drużynie najtrudniej rozmawia się z rana opowiada rozgrywająca KPR-u Gminy Kobierzyce, Aleksandra Tomczyk.

W sobotę pokonałyście w derbach MKS Zagłębie Lubin.
Zagrałyśmy dobrze w defensywie i poradziłyśmy sobie z obroną Zagłębia. Myślę, że to było dobre spotkanie w naszym wykonaniu. Fajnie, że szczęście się do nas uśmiechnęło i potrafiłyśmy zdobyć punkty po rzutach karnych. Na pewno się nam przydadzą, tym bardziej, że ostatnio miałyśmy niezbyt udaną passę. Duży plus dla całej drużyny.

Zostałaś jedną z bohaterek spotkania, doprowadzając do remisu w ostatnich sekundach. Co czułaś, kiedy złapałaś tę piłkę?
Byłam w szoku. Bardzo mocno skoncentrowałam się na tym, żeby pobiec i trafić, żeby nie popełnić żadnego błędu. Dopiero potem opanowało mnie szczęście, emocje przyszły po rzucie.

Zagłębie zanotowało świetną serię szesnastu zwycięstw, a Wy ją przerwałyście. Obawiałyście się meczu z pewnie kroczącym po mistrzostwo rywalem?
Szkoda, że nie udało nam się rozstrzygnąć w regulaminowym czasie gry. Myślę, że stać nas było na to, żeby wygrać za trzy punkty. Każda z nas była bardzo zmotywowana, żeby wygrać te derby.

Jesteście już trochę specjalistkami od nerwowych końcówek?
Nie zawsze nam się to udaje. Wyszłyśmy zwycięsko z takiej sytuacji w sobotę i wcześniej w Lublinie, ale na przykład w Piotrkowie to gospodynie były lepsze. Ale faktycznie – całkiem często zdarzają nam się takie mecze, które rozstrzygają się w ostatnich sekundach, ale tak też trzeba umieć grać.

Jak się czujesz w tym sezonie?
Bardzo dobrze. W drużynie jest fajna atmosfera, dogadujemy się. A poza tym każda z nas to taki mały pracuś, więc dajemy z siebie naprawdę wszystko i jak widać, opłaca się to nam. Zresztą w poprzednim sezonie też był tego efekt, ale w tym mierzymy jeszcze wyżej.

Różnice między zespołami walczącymi o srebro i brąz są naprawdę minimalne. Co będzie decydujące w końcowej fazie sezonu?
W tym momencie musimy wygrać każdy mecz i nie kalkulujemy. Na pewno dużą rolę odegra psychika, w jakim sposób podejdziemy do tych spotkań i jak je rozegramy.

Jak toczyła się Twoja kariera?
Jestem z Lublina. Występowałam w młodzieżowych reprezentacjach, skąd trafiłam do SMS-u Gliwice. Następnie występowałam w zespole z Jeleniej Góry i stamtąd przeniosłam się do Kobierek. Jestem w tym zespole już drugi sezon, a sportowe sukcesu i dobra atmosfera zachęciły mnie, żeby zostać tutaj na dłużej.

Przed Wami wyjazd do Lublina. Jakie macie nastawienie przed tym meczem?
Jedziemy do Lublina, żeby wygrać. To będzie bardzo trudny mecz, na trudnym terenie. Raz już się nam udało, więc chcemy pokazać, że nie był to przypadek i mam nadzieję, że będziemy w stanie to powtórzyć. Musimy postawić trudne warunki w obronie, dobrze pilnować kołowej, bo współpraca z nią jest na pewno mocną stroną rywalek

To może na koniec poplotkujemy jeszcze o szatni. Kto dba o atmosferę?
Myślę, że Basia daje wszystkim dużo pozytywnej energii. Za to za muzykę odpowiada Kuki, jest takim naszym dj-em.

Kto jest najbardziej zakręcony?
Zorka.

Kto się najczęściej spóźnia?
Rzadko się to w ogóle zdarza. Czasami na styk jest Kwiatek, a Basia i Natalka często stoją gdzieś w korkach.

Kto najbardziej nie lubi biegać?
Wydaje mi się, że Andjela i Zyta.

A z kim najtrudniej rozmawia się rano?
Zdecydowanie z Kuki.

Rozmawiała Marta Trzeciakiewicz