O ostatnim zwycięstwie, karierze, dbaniu o formę i swojej największej tajemnicy opowiada bramkarka KPR-u Gminy Kobierzyce, Beata Kowalczyk.

Piątkowe zwycięstwo nad MKS Perłą Lublin było drugim w tym sezonie, ale i w historii klubu. Jesteś dumna z drużyny?
Z całego zespołu. Dużo pracowałyśmy, chociaż czasu pomiędzy tym meczem a graniem w Lubinie nie było wiele. Myślę, że dobrze odrobiłyśmy zadanie domowe, czyli analizę wideo i zrealizowałyśmy założenia taktyczne. Wygrałyśmy, umocniłyśmy się na pozycji wicelidera, więc jestem zadowolona.

Takie drużynowe zwycięstwo było Wam potrzebne?
Zdecydowanie. Do każdego meczu podchodzimy bardzo zmobilizowane jako zespół. Indywidualności nie wygrywają i każdy o tym wie. W Lubinie chciałyśmy pokazać, że punkty, które zdobyłyśmy u siebie po rzutach karnych, nie były przypadkiem. Niestety się nie udało. W piątek chciałyśmy same sobie udowodnić, że stać nas na to, żeby Perłę pokonać i właśnie styl, w jakim to zrobiłyśmy, drużynowość, na pewno dużo nam dała.

Regularnie zostajesz wybierana najlepszą zawodniczką meczu. Masz gdzieś z tyłu głowy myśl o walce o tytuł najlepszej bramkarki sezonu?
Nie, dlaczego mam o ten tytuł walczyć? Myślę, że wszystko jest kwestią zespołu. Drużyna pracuje na mnie, ja dla drużyny. Każdy jest jakimś trybikiem w tej maszynie. Trenerka układa to wszystko w taki sposób, żeby do siebie pasowało i na razie to funkcjonuje. Jeżeli udaje mi się odbić kilka piłek i pomóc zespołowi, to bardzo się cieszę. To jednak nie tylko moja zasługa, bo przecież dziewczyny równie ciężko pracują w obronie. To wsparcie z ich strony, współpraca, jeśli chodzi o całokształt, jest bardzo ważna. Jeśli pracujemy na jakąś nagrodę to wyłącznie razem – tak jak na tytuł króla strzelców, najlepszego defensora. O obrońcach mówi się rzadko, może nie zawsze ich widać, bo nie rzucają bramek, ale są niezbędni w układance.

A jak reagujesz na tytuł Pani Profesor?
To bardzo miłe. Zaczął Michał Pomorski, który komentował mecze w zobacz.tv. Znamy się od wielu lat i myślę, że mówił o mojej osobie Pani Profesor ze względu na lata, które spędziłam na ligowym parkiecie. Cieszę się, że mogę dalej grać, piłka ręczna to praktycznie całe moje życie.

Jak się to wszystko zaczęło?
Wydaje mi się, że od zabawy na podwórku. Mam dwóch starszych braci, którzy się mną często opiekowali i w czasie gier stawiali na bramkę. Byłam sprawnym dzieciakiem, co podpatrzyła wuefistka z mojej szkoły i po prostu zapytała mamy, czy puściłaby mnie do klasy sportowej o profilu piłki ręcznej. Miałam chyba z dziesięć lat.

Opowiesz mi w wielkim skrócie o swojej karierze?
Pochodzę z Nowego Sącza. Zaraz po maturze wyjechałam na pierwszy kontrakt do Lublina. Tam było wiele zawodniczek z najwyższej półki. Mnie, jako młodej zawodniczce, marzyło się granie w najlepszym zespole w Polsce, ale szybko doszłam do wniosku, że będę musiała odsiedzieć kilka lat na ławce, zanim dostanę swoje minuty na boisku. Zależało mi na tym, żeby grać, uczyć się. Wyjechałam do Jeleniej Góry, po kilku latach przeniosłam się do Piotrkowa, stamtąd wróciłam do Jelonki i znów występowałam w Piotrcovii. Później była Gdynia, Koszalin, ponownie Gdynia, która upadła i stamtąd trafiłam do Kobierzyc. Wszędzie, gdzie grałam zdobywałam medale.

Całkiem niezły rozrzut, jeśli chodzi o miejsca – Lublin, Jelenia, a potem północ Polski.
Dużo wędrowałam, chociaż nie tak często jak niektóre zawodniczki. Przywiązuję się do miejsc i ludzi. Zawsze uważałam, że skoro mamy coś z zespołem do zrobienia, wiem, że jestem tam potrzebna i widzę szansę na zrealizowanie tych planów, to po co mam odchodzić? To mnie zawsze w zespołach zatrzymywało – fajna ekipa i cel do osiągnięcia.

Po upadku zespołu z Gdyni myślałaś, że to będzie koniec grania dla Ciebie?
Wydaje mi się, że nie pogodziłam się z taką myślą, kiedy wracałam do Nowego Sącza. To był bodajże listopad, większość klubów miała już pozamykane budżety, a pozycja bramki była obsadzona. Oczywiście były jakieś zagraniczne oferty, ale teraz nie wiem, czy byłby to dobry wybór. Doszłam do wniosku, że będzie, co będzie. Nie mogę narzekać na nic, co mnie w Kobierzycach spotkało i cieszę się, że tu jestem.

A coś cię zaskoczyło?
O dziwo, miałam wiele swoich “pierwszych razów”. Czasami coś się dzieje, o czymś z dziewczynami rozmawiamy i uświadamiam sobie, że pierwszy raz z czymś takim się spotykam. Trudno mi teraz podać konkretny przykład. Oczywiście mówię tu o pozytywnych rzeczach, po prostu myślałam, że nic mnie już w sportowym życiu nie zaskoczy, a wtedy trenerka mówiła “Widzisz? Tak to tylko w Kobierkach.”.

Masz jakiś sekret na utrzymanie wysokiej formy przez długi czas?
Tak. Przede wszystkim się wysypiam i prowadzę bardzo higieniczny tryb życia. Może nie zawsze widać uśmiech, ale serce zawsze mi się cieszy. Oprócz tego dostaje wiele wsparcia od rodziny, przyjaciół i koleżanek z zespołu. To mi pozwala poukładać świat dookoła.

Liga bardzo zmieniła się na przestrzeni lat?
Piłka ręczna bardzo przyspieszyła, było kilka zmian przepisów, ale myślę, że na lepsze. Wcześniej była dużo bardziej siłowa, teraz jest dynamiczna.. Przeżyłam już jakieś trzy pokolenia tego szczypiorniaka, więc dużo by tu opowiadać.

Lubisz obserwować grę z bramki?
To jest najlepsza pozycja do obserwacji. Co innego widać z perspektywy zawodnika, który stoi na linii sześciu metrów, ja mam natomiast przegląd całego boiska. Lubię patrzeć na grę z tej strony. Zresztą jako kibice macie inne emocje niż my w bramce. Jesteśmy z Basią ostatnią osobą, która może uratować zespół od straty bramki.

Nie chciałaś spróbować swoich sił na innej pozycji?
Chyba nie. Kiedy zawodniczka biegnie na kontrę, jest ze mną sam na sam, doskonale wiem, że chce zdobyć bramkę i próbuję ją rozpracować. Zawsze mam w głowie myśl “nie pozwolę ci trafić” i to świetne uczucie – odbić ważną piłkę w meczu. Poza tym już na samym początku okazało się, że gra w polu nie jest dla mnie. Na jednym z pierwszych treningów, podczas próby rzutu z wyskoku, trafiłam koleżankę prosto w twarz.  Wszyscy stwierdzili, że może lepiej będzie, jeśli stanę na bramce i zostałam w niej do dziś.

Dużo analizujesz przeciwniczki?
Tak, chociaż staram się niczym nie sugerować, bo przecież zawodniczki też nas rozpisują, śledzą zachowania. Częściej analizuję ustawienia naszych obrońców, żeby jeszcze ulepszyć współpracę. Dostajemy od trenerki różne sugestie, wiadomo, że zawodniczka na zmęczeniu rzuci “swoje”. Chyba pierwszy raz jestem w klubie, gdzie dostajemy tyle informacji.

Jak układa się Twoja współpraca z Basią Zimą?
To jest młody, zdolny dzieciak. Basia ma zupełnie inny styl bronienia – zasięgi, sposób ustawienia. Przekażę jej tyle, ile będę mogła i mam nadzieję, że podłapie ode mnie ciekawe rzeczy. Nie ma między nami rywalizacji, a jedynie współpraca I obopólne wsparcie, bo gramy na jednej bramce, dla jednego zespołu.

Chciałabyś kiedyś zająć się trenowaniem młodzieży?
Jak najbardziej. Miałam już przyjemność w różnych klubach próbować swoich sił jako trenerka bramkarek, to fajna praca. Staram się w tym kierunku kształcić i chciałabym zostać przy piłce ręcznej.

Na razie najcenniejszym medalem, jaki masz, jest ten srebrny. Chciałabyś dorzucić do swojej kolekcji złoto?
Wszyscy się zastanawiają, pytają mnie, czemu tyle gram. To jest chyba moja tajemnica, której nikomu nie zdradzałam – nie mam jeszcze złota. Myślę, że wszystko przede mną.

Czego Ci życzyć w takim razie?
Zdrowia przede wszystkim. Jedyne, czego mi brakuje, to kibiców. Nie da się przyzwyczaić do pustych trybun, jeśli tyle lat gra się z dopingiem na żywo. Tutaj w Kobierzycach bardzo to czuć, ludzie się cieszą, przeżywają wszystko razem z nami – gratulują czy pocieszają, bo wiedzą, ile pracy wkładamy w każde spotkanie. To wsparcie naprawdę dużo daje i obyśmy w tym sezonie mogli się jeszcze spotkać na hali.

To na koniec powiedz mi, co będzie najważniejsze w tym najbliższym pojedynku z Piotrcovią?
Zagrać swoją piłkę ręczną. Piotrków niczym nas w poprzednim meczu nie zaskoczył, w teorii byłyśmy przygotowane. Musimy być cały czas skoncentrowane, aby podejmować właściwe decyzje, postawić trudne warunki w obronie i być skuteczne. Myślę, że na tym etapie, na którym jesteśmy mentalnie jako zespół, możemy wywieźć z Piotrkowa trzy punkty.  

Rozmawiała Marta Trzeciakiewicz